sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 16

     Wychodząc z terenu szkoły wraz z Paulą usłyszałam swoje imię. Najwidoczniej ktoś mnie wołał. Odwróciłam głowę i moim oczom ukazała się biegnąca w naszą stronę sylwetka Alana. Moje zdziwienie było ogromne.
     - Czego on od ciebie chce? - zapytała Paula.
- Mówiłam ci, że on coś brał. A Michał mówił mi, że Alan chce do mnie wrócić. I zapewne będzie mnie teraz nękał, śledził i nie wiadomo co jeszcze - chłopak stanął przede mną zdyszany.
- Możemy pogadać? - zapytał.
- Dobra Pati, ja lecę. Do jutra - pożegnałam się z przyjaciółką.
- Pa. A co do ciebie, Alan, to się spieszę. Nie mam czasu na głupoty.
- Uważasz, że moja miłość do ciebie to głupota? - ruszyłam w kierunku hali, a on tuż obok mnie.
- Uważam, że to przez twoje zachowanie zmieniło się moje podejście do ciebie. W sumie to nie powinieneś mi się dziwić - stwierdziłam.
- Znowu idziesz do niego?
- O co ci chodzi? Najpierw na mnie wrzeszczysz, potem oskarżasz o nie wiadomo jakie rzeczy, rzucasz się na Maćka, bijesz mnie i teraz masz czelność prosić o rozmowę? Co ty sobie wyobrażasz? Że zapomnę i będziemy żyli długo i szczęśliwie? Jeśli tak, to się grubo mylisz. Odwal się ode mnie i od Maćka. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, a teraz wybacz, ale się spieszę - przyspieszyłam.
- Przepraszam cię - dogonił mnie.
- Co mi po twoich przeprosinach? Nie jesteś mi potrzebny do szczęścia.
- Każdy zasługuje na drugą szansę. Widocznie mnie nie kochałaś, że teraz to olewasz - nie umiem opisać jego tonu. Był zarazem zimny, ale też smutny.
- Widocznie ty mnie nie kochałeś, bo mnie uderzyłeś, a ludzi się nie bije ot tak, bo rozmawiają z innymi. Jesteś chory i powinieneś się leczyć.
- Robię to i myślałem, że to dostrzeżesz, ale ciebie widocznie to w ogóle nie obchodzi. Lepiej jest uciec od problemów, pójść do sławnego siatkarza i liczyć na litość, tak?
- Znowu zaczynasz? Lepiej będzie, jak dasz sobie spokój.
- Jak mam dać spokój? Ja cię kocham, nie rozumiesz tego? - zatrzymał mnie.
- Zaufałam ci, myślałam, że jesteś tym jedynym, a ty co zrobiłeś? Brałeś jakieś prochy, które robiły z tobą, co chciały. Sprawiły, że cię znienawidziłam. I ta nienawiść nadal we mnie jest. Zapomnij, tak będzie lepiej i dla ciebie, i dla mnie - ruszyłam naprzód, zostawiając Alana.
     Istniała możliwość, że w przyszłości będę z nim normalnie rozmawiała, jednak jeszcze nie teraz. Doceniłam to, że przeprosił, zdał sobie sprawę z tego, co zrobił, jednak dużo stracił w moich oczach i prawdopodobnie już tego nie odzyska. Chciałam z nim być, a on mnie zranił. Stracił swoją szansę.
     Doszłam do hali. Jak zwykle, trójka siatkarzy stała przy wejściu, to znaczy Karol, Andrzej i Maciek. Podeszłam do nich z uśmiechem na twarzy.
     - Hejo - przywitałam się, po czym namiętnie pocałowałam mojego chłopaka.
- A o nas zapomniałaś? - Karol udawał obrażonego. Domyśliłam się, o co mu chodziło, więc dałam dwóm środkowym po buziaku w policzek.
- Ola nie będzie zła? - zapytałam, stając obok Maćka, który objął mnie ramieniem.
- Za buziaka od koleżanki? Nigdy - zaprzeczył Kłos.
- Lepiej się martw, czy Maciek nie będzie zły - wtrącił Wrona.
- To wy ją podpuszczacie do całowania - zaśmiał się Muzaj.
- Oj tam, oj tam - mruczał Karol. - O, idzie moja wybranka - uśmiechnął się na widok przychodzącej do nas Oli.
     Para złączyła się w pocałunku, bardziej namiętnym od mojego z Maćkiem. Uważałam ich za idealną parę. Świetnie się dogadywali. Ola była przepiękną kobietą, a Karol przystojnym facetem. Pasowali do siebie jak nikt inny.
     - To my was zostawiamy i idziemy się zabawić. Prawda Olu? - Kłos był wpatrzony w dziewczynę.
- Zabawić? Chyba przytyć po obiedzie - uśmiechnęła się i odeszli.
     Pożegnaliśmy się z Andrzejem i także ruszyliśmy w swoją stronę. Maciek zaproponował kebaba, na co tylko przytaknęłam głową. Zdecydowałam, że powiem Maćkowi o Alanie. Nie chciałam mieć przed nim żadnych tajemnic. Maciek był zmieszany, nie wiedział, jak zareagować. W końcu wydobył z siebie kilka słów, które mnie zdziwiły.
     - Chcesz do niego wrócić? - zapytał.
     Jak on może tak myśleć? Przecież tyle razy mówiłam mu, że go kocham, że to z nim chcę być. A może on już mnie nie kochał? Może chciał ze mną zerwać, tylko nie wiedział jak?
     - Zwariowałeś? Kocham ciebie i tylko ciebie. Nikogo innego. I z nikim innym nie chcę być, tylko z tobą. Skąd ci takie coś przyszło do głowy?
- Po części przeze mnie się kłóciliście. Wepchnąłem się pomiędzy was...
- Ty mi pomogłeś. I to bardzo mi pomogłeś. Nie myśl tak... - zrobiłam chwilę przerwy, zatrzymałam go i spojrzałam w jego śliczne oczy. - Kocham cię.
     Nie zdążył odpowiedzieć, gdyż zatopiłam się w jego ustach. Objął mnie i dał znak, bym na niego wskoczyła. Oplotłam nogami jego pas, a on trzymał mnie za uda. Ręce zawiesiłam wokół jego szyi. Mogłabym trwać tak wieczność. Czułam się przy nim kochana, bezpieczna, a przede wszystkim potrzebna. Nie byłam piątym kołem u wozu, czułam, że Maciek chce, abym z nim była, nigdy go nie zostawiła. Kochałam go nad życie i miałam nadzieję, ze on mnie też. Wyobrażałam sobie nasz ślub, gromadkę dzieci, potem wnuki, starość... To wszystko było takie idealne, że aż nierealne.
     - Ja też cię kocham - oznajmił po kilku minutach i postawił mnie na ziemi.
- Maciek, mogę ci się o coś zapytać?
- No jasne, kochanie - po raz pierwszy tak do mnie powiedział. To uczucie było cudowne.
- Jak byliśmy u Karola, to Mariusz mi powiedział, że dużo przeszedłeś. O co chodzi? - zapytałam niepewnie.
- Długa historia... Może innym razem ci opowiem.
- Teraz - powiedziałam na tyle stanowczo, by przekonać Muzaja.
- No dobra... A więc byłem z pewną dziewczyną około trzech lat. Ogólnie wszystko było bardzo dobrze, chciałem z nią przeżyć całe życie. Pewnie wiesz, jakie to uczucie, kochać kogoś tak bardzo mocno... No i któregoś dnia przyszła do mnie i oznajmiła, że jest w ciąży. Trochę się zdziwiłem. Z jednej strony się cieszyłem, bo wiadomo, dziecko to super sprawa, a z drugiej nie, gdyż chciałem grać. Jednak postanowiliśmy, że je wychowamy. A następnego dnia okazało się, że to dziecko nie jest moje, tylko jakiegoś typa. Wiesz, jak ja się czułem? Chciałem z nią być całe życie, a ona tak po prostu mnie zdradziła, w dodatku miała dziecko z innym kolesiem. Po kilku dniach wyjechała, po cichu, nie dzwoniąc do mnie, po prostu zniknęła. Nawet nie przeprosiła, nie powiedziała, jak do tego doszło. A ja ją tak bardzo kochałem, zaufałem jej - zrobił chwilę przerwy. - Chłopaki z klubu dowiedzieli się pierwsi, mogłem im zaufać. Pomogli mi się pozbierać, za co jestem im bardzo wdzięczny. Są dla mnie jak bracia...
     Nie wiedziałam, co mam zrobić i myśleć. Ta dziewczyna była zwykłą su*ą. Rzucić takiego chłopaka, jakim był Maciek? Chyba miała nierówno pod sufitem. Wtuliłam się w klatkę piersiową siatkarza. Tylko to przyszło mi do głowy.
     - Kocham cię - powiedziałam po raz kolejny dzisiaj.
--------------------------------------------------------------------------------------
Przedstawiam Wam kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Czekam na słowa krytyki w komentarzach ;) "Czytajcie, komentujcie, po prostu bądźcie..."
PS Jeśli chcecie się ze mną skontaktować, to piszcie na ten e-mail:
     tylkosiata@wp.pl Pozdrawiam :3

wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdział 15

     Maciek usiadł ze swoimi kolegami z drużyny w jednym miejscu, nazwanym przeze mnie kołem picia. Wznosili toasty za swoje partnerki, klub, sukcesy... Ja usiadłam z Olą, dziewczyną Karola, i zaczęłam z nią rozmawiać. Naprawdę była miłą, sympatyczną osobą, z którą fajnie mi się gadało. Opowiadała o życiu ze sławnym siatkarzem, studiach. Czułam, że mogę jej zaufać i powiedzieć o tym, jak poznałam Maćka, a co za tym idzie o sytuacji z Alanem. Była starsza, bardziej doświadczona, inaczej patrzyła na pewne sprawy. Oznajmiła, że mój były chłopak nie zachowywałby się tak bezpodstawnie i coś musiało się za tym kryć. Podejrzewała, że Alan mógłby coś brać, jakieś dopalacze bądź narkotyki. Trudno było mi w to uwierzyć, ale też nie miałam stuprocentowej pewności.
     W pewnej chwili podszedł do nas Srećko, środkowy Skry i oznajmił łamaną polszczyzną, że Maciek chyba za dużo wypił. Odwróciłam głowę i spojrzałam na mojego chłopaka. Ledwo siedział, co oznaczało, że Lisinac miał rację. Spytałam Oli, czy Karol, jako że jedyny z chłopaków nie pił, mógłby pomóc mi odwieźć Muzaja do domu. Dziewczyna się zgodziła, więc poszłam do Kłosa i spytałam go o to samo, na co tylko pokiwał twierdząco głową. Ubrałam siebie i Maćka, a Karol pomógł mi go wpakować do samochodu. Zapytałam jeszcze Kłosa, czy mógłby najpierw zajechać do mnie. Zgodził się i wytłumaczyłam mu, gdzie musi jechać.
     - Czemu już wracamy? - mruczał Maciek, półprzytomny.
- Jest po drugiej, a o jedenastej masz trening. Dlatego wracamy - wypaliłam do Muzaja, a następnie zwróciłam do Karola. - On zawsze tyle pije?
- Może nie aż tyle, ale zawsze coś - odpowiedział środkowy.
- Ale przecież on jest jednym z najmłodszych...
- No cóż, może tobie uda się mu wmówić do rozsądku.
     Zatrzymaliśmy się przed moim domem. Oznajmiłam, że za chwilę wrócę i wyskoczyłam z samochodu. Weszłam do środka i zdjęłam buty. Rodzice siedzieli na kanapie w salonie.
     - Mogę spać u Maćka? - zapytałam, bojąc się, że odpowiedź będzie przecząca.
- Pati, masz niecałe siedemnaście... - zaczęła mama.
- W salonie na kanapie, on w swoim pokoju - dokończyłam.
- A dlaczego? - włączył się tata.
- Bo jest kompletnie pijany, a jutro ma trening. Nie chcę, żeby go zawalił. Znacie mnie, nie zrobię nic głupiego.
- Ale jak coś będzie się działo, to dzwoń albo uciekaj - mama pogroziła mi żartobliwie palcem.
- Czyli mogę? - chciałam się upewnić.
- Możesz - uśmiechnęła się mama.
- Dzięki.
     Wbiegłam na górę. Spakowałam do torby potrzebne rzeczy i ponownie znalazłam się na dole. Założyłam buty, krzyknęłam rodzicom krótkie "pa" i wyszłam z domu. Wsiadłam do auta, w którym czekali siatkarze.
     - A po co ci ta torba? - zapytał Karol.
- Przecież nie zostawię Maćka samego w takim stanie - oznajmiłam.
- Tylko ostrożnie z nim. Trochę dużo wypił i nie wiadomo, co się tworzy w jego głowie
- Nie bój się, nie mam zamiaru poddać się pijanemu chłopakowi - zaśmiałam się.
     Razem z Kłosem wnieśliśmy Maćka do mieszkania. Karol od razu poszedł do pokoju Muzaja przygotować łóżko, a ja usiadłam z atakującym, który trochę się ocknął, na kanapie. Niespodziewanie siatkarz położył swoją dłoń na moim udzie i jechał nią coraz wyżej, docierając do mojej piersi.
- Co ty robisz? - krzyknęłam, gwałtownie wstając.
- Co się dzieje? - z pokoju wybiegł Karol.
- Moja dziewczyna mnie nie kocha - bełkotał Maciek.
- Spokojnie, już nic. Dzięki za pomoc, Karol - cmoknęłam go w policzek, po czym wyszedł.
     Zaprowadziłam Muzaja do pokoju i położyłam na łóżku. Zaczęłam rozpinać i zdejmować jego bordową koszulę, gdy w pewnym momencie przyciągnął mnie do siebie i wylądowałam wprost na nim.
     - Co ty do cholery robisz? - zapytałam, próbując wstać.
- No chodź do mnie - wyszeptał Maciek, całując po szyi.
- Puść mnie - udało mi się wstać. - Nie mam zamiaru całować takiego pijaka, a po drugie, to za niecałe dziewięć godzin masz trening. Więc idź spać.
     Zdjęłam mu jeszcze spodnie, po czym przykryłam jego ciało kołdrą i zamknęłam za sobą drzwi od pokoju. Wykąpałam się, ubrałam w piżamę i położyłam na kanapie w salonie, przykrywając się kocem przyniesionym z domu. Nastawiłam budzik na dziewiątą i zasnęłam.
     Obudziłam się o planowanej godzinie. Zwinęłam koc i udałam do łazienki. Wzięłam prysznic, ubrałam czarne rurki i siwy sweterek, włosy spryskałam odżywką. Piżamę, koc oraz ciuchy z wczoraj włożyłam do torby i zajrzałam do pokoju Muzaja. Chciałam go pocałować, ale gdy tylko podeszłam do łóżka, poczułam zapach alkoholu i się cofnęłam.
     - Maciek, wstawaj - powiedziałam, patrząc na słodko śpiącego siatkarza. Po chwili obudził się, nie wiedząc, co się dzieje.
- Co ty tu robisz? - zapytał.
- Nie pamiętasz? - odpowiedziałam pytaniem.
- Niezbyt...
- Tak się wczoraj napiłeś, że bałam się zostawić cię samego.
- Ooo... Kochana jesteś - wstał i chciał mnie pocałować, jednak zrobiłam krok do tyłu.
- Najpierw idź się ogarnij. Za półtorej godziny masz trening.
- Okej, już pędzę. A gdzie spałaś?
- W salonie. No idź, bo trener cię zatłucze - zaśmiałam się, udając do kuchni.
     Wyciągnęłam z lodówki jajka i zaczęłam smażyć jajecznicę. W między czasie wstawiłam wodę na herbaty, a do szklanek wrzuciłam po torebeczce ziół. Po dziesięciu minutach danie było gotowe, a ja stałam przy ladzie, mieszając herbaty. Maciek zaszedł mnie od tyłu, chwycił za pas i zaczął całować po szyi.
     - Siadaj do stołu - powiedziałam, odsuwając się od niego.
     Spełnij moją prośbę, a ja położyłam szklanki obok talerzy.
     - Pyszne - oznajmił w trakcie jedzenia, co mnie ucieszyło. Jak to się mówi, wcinał, aż mu się uszy trzęsły.
     Gdy talerze były puste, włożyłam je do zlewu i wstawiłam wodę. Maciek poszedł szykować się na trening, a ja pozmywałam naczynia. Wyszliśmy z domu wpół do jedenastej. Ruszyliśmy w kierunku hali "Energia", rozmawiając o imprezie. Chciałam zapytać Muzaja o jego historię, tą, o której wspomniał Mariusz, ale nie zdobyłam się na odwagę. Uznałam, że to nie jest dobra chwila na takie rozmowy. Zapytam, gdy będziemy mieli czas i spokój, pomyślałam. Odprowadziłam Maćka pod halę i sama wróciłam do domu. Uznałam ten Sylwester za udany, z jedną wadą, a mianowicie tym, że Muzaj za dużo wypił. Pomijając to, było naprawdę świetnie.

9 stycznia
     Poszłam do szkoły. Wydawało mi się, że to będzie zwykły dzień, jednak taki nie był. Po pierwszej lekcji podszedł do mnie Michał, przyjaciel Alana.
     - Możemy pogadać? - zapytał.
- A o czym? - chwilę się zastanowił.
- O Alanie.
- To nie - chciałam odejść, ale Michał mnie zatrzymał.
- Zajmę ci chwilę - nalegał.
- Dobra, ale chwilę - zgodziłam się. Nie chciałam, by mnie cały czas dręczył. Chciałam to załatwić i mieć spokój. Usiedliśmy na ławce.
- Alan żałuje tego, jak cię potraktował - zaczął.
- No i co, że żałuje. Tylko to chciałeś mi przekazać? Bo wydaje mi się, że tracimy czas.
- Daj mu drugą szansę. On się zmienił, poszedł na odwyk, już tego nie bierze. Porozmawiaj z nim - wstałam gwałtownie z ławki.
- Czekaj, czekaj. Co znaczy: poszedł na odwyk i już tego nie bierze?
- Zależy mu na tobie. Chciał się dla ciebie zmienić, żebyś dała mu drugą szansę. On cię kocha.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
- Brał jakieś prochy, po których był agresywny. Ale już nie bierze, ze względu na ciebie - pomyślałam, że Ola miała rację. Chwilę się zastanowiłam.
- Cieszę się niezmiernie, że przestał to brać - powiedziałam z ironią. - Ale mnie to już zbytnio nie interesuje. Sory, ale przyjaciółka na mnie czeka - odeszłam.
     Czyli Alan był uzależniony? Myślałam, że to rozsądny chłopak, a jednak. Ale mnie to już nie obchodziło. Mógł sobie zażywać, co tylko chciał. Miałam to gdzieś. Cieszyłam się z tego, że mam Maćka i w głębi duszy byłam wdzięczna Alanowi za to, że tamtego dnia na mnie nakrzyczał. To dzięki niemu poznałam miłość mojego życia. Nieświadomie odwrócił mój świat do góry nogami, sprawił, że byłam szczęśliwa...
------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział :) Chciałam podziękować za komentarze pod czternastym i czekam na opinie pod tym :) "Czytajcie, komentujcie, po prostu bądźcie..."
PS Jeśli chcecie się ze mną skontaktować, to tutaj jest mail tego bloga ^^ tylkosiata@wp.pl
Pozdrawiam :3

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 14

     Mogłabym trwać w jego ramionach cały czas. Były silne, czułam się w nich bezpiecznie. Szyja mi ścierpła, ale nie zwracałam na to uwagi. Interesowały mnie wtedy tylko i wyłącznie jego usta. Maciek odsunął swoją twarz od mojej i spojrzał mi głęboko w oczy. Delikatnie się uśmiechnął. On był taki uroczy.
     - Pamiętaj, że możesz na mnie liczyć - wyszeptał.
- Może wejdziesz? Nie chcę, żebyś odchodził.
- Dobrze wiesz, że mam trening po południu. Innym razem.
     Zdawałam sobie sprawę z tego, że życie Maćka wygląda zupełnie inaczej od mojego. Trening przed południem, po południu, ciągłe wyjazdy. Ale wolałam to od samotności. Prawdę mówiąc, z Muzajem nie byliśmy jeszcze parą, ale wszystko na to wskazywało. Miałam nadzieję, że nadejdzie taki dzień, gdy powie: "Kocham Cię" i mnie pocałuje. Miałam też nadzieję, że się przed nim otworzę, że te przeżycia, których doświadczyłam z Alanem, nie wrócą, że nie będę miała obaw i Maciek będzie ze mną szczęśliwy.
     - Co teraz z nami będzie? - spojrzałam w jego brązowe oczy.
- To od ciebie zależy. To ty musisz być pewna, gotowa. Ja zaczekam tyle, ile będzie trzeba.
- Ale skąd ja będę wiedziała...
- Poczujesz to, ja z resztą też. Samo się okaże - uśmiechnął się.
     Pocałowałam go jeszcze delikatnie w policzek i weszłam do mojej chałupki.
     - Co to był za chłopak? - nie zdążyłam się rozebrać, a mama już zaczęła wypytywać.
- Oj mamo, znajomy...
- Znajomy mówisz? Nie wyglądało na to, żeby był to tylko twój znajomy.
- Mówię, że znajomy, to znajomy. Okej?
- To, że się denerwujesz oznacza, że jest to ktoś więcej - uśmiechnęła się. - Ale jeśli nie chcesz o tym rozmawiać, nie ma sprawy. Tylko pamiętaj, że możesz na mnie liczyć. Zupa się grzeje, będzie za pięć minut. Zawołam cię.
     Zastanawiałam się, czy mama widziała mój pocałunek z Maćkiem. Jeśli nie, to dobrze, jeśli tak, to niedobrze. Nie wiedziała o Alanie tyle co Muzaj, jedynie to, że nie jesteśmy razem. Nie chciałam tego roztrząsać. Im mniej osób o tym wiedziało, tym lepiej.
     Weszłam do pokoju. Jak zwykle panował tam syf. Biurko zawalone książkami i różnymi kartkami, na łóżku leżały ciuchy. Usłyszałam głos mamy, zeszłam na dół. Pyszny De Volaille idealnie wkomponował się w ziemniaczane purre.
     Byłam na zajęciach tanecznych, zrobiłam lekcje, poczytałam, czyli dzień jak co dzień. Padłam na łóżko wyczerpana i po kilku minutach spałam już jak niemowlę.

24 grudnia
     Od początku dnia pomagałam mamie szykować Wigilię. Kolację zawsze jedliśmy w domu, natomiast na Święta wyjeżdżaliśmy do dziadków.
     Alan się odczepił, choć czasami zauważałam, jak na mnie patrzy. Olewałam to i cieszyłam się, że dał mi spokój. Z Maćkiem starałam się spotykać codziennie, nawet na chwilę. Oficjalnie nie byliśmy parą, jednak zdarzały nam się chwile zapomnienia i delikatne pocałunki.
     Wyciągałam pierniczki z piekarnika, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Nie wiedziałam, kto to. Mama poszła otworzyć. Po chwili usłyszałam jej głos:
     - Pati, ten wysoki chłopak do ciebie!
     Wiedziałam już, kto nas odwiedził. Mama przyszła do kuchni, a ja udałam się w kierunku drzwi wejściowych. Zobaczyłam uśmiechniętego od ucha do ucha Maćka.
     - Co ty tu robisz? - wspięłam się na palce, by pocałować go w policzek.
- Postanowiłem, że cię odwiedzę. Masz czas na krótki spacer? - objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
- Maciek, nie tutaj - uśmiechnęłam się. - Puść mnie, pójdę się zapytać.
     Zostawiłam Muzaja i udałam się do kuchni, gdzie mama lepiła pierogi.
- Mamo, co trzeba jeszcze zrobić?
- Pierogi tylko. Posprzątane jest, wszystkie potrawy zrobione. A te ciastka już skończyłaś?
- Skończyłam, jeszcze tylko muszą wystygnąć. A mogę wyjść?
- Jasne, ale wróć tak około szesnastej.
- Mamo, jest dopiero dwunasta. Cztery godziny w zupełności wystarczą.
     Wróciłam do Maćka. Opierał się o framugę.
- Możemy iść, tylko muszę przebrać spodnie. Wejdziesz?
- No nie wiem...
- Moja mama nie gryzie - uśmiechnęłam się.
- No dobra...
     Zamknął za sobą drzwi. Powiedziałam mamie, że czeka na mnie w domu, ona tylko kiwnęła głową, a ja wbiegłam po schodach do pokoju. Wciągnęłam na siebie czarne rurki, spryskałam ciało mgiełką, wzięłam telefon i zbiegłam na dół. Maciek i mama byli pochłonięci rozmową.
     - Idziemy? - zapytałam po chwili czekania, aż Muzaj skończy swoją wypowiedź.
- Oczywiście - wstał, pożegnał się z mamą i udaliśmy się w kierunku wyjścia.
     Założyłam kozaki, kurtkę, szalik, czapkę i rękawiczki i wyszliśmy z domu. Poszliśmy do parku. Po drodze rozmawialiśmy głównie o Świętach, jak je spędzimy i tym podobne. Gdy byliśmy już w skwerze, w pewnej chwili Maciek objął mnie mocno w pasie, przyciągnął do siebie i spojrzał głęboko w moje zielone oczy.
     - Co się dzieje? - zapytałam zdezorientowana.
- Myślę, że to odpowiedni moment - odpowiedział i się uśmiechnął.
- Na co? - otworzyłam szerzej oczy.
- Zostaniesz moją dziewczyną? - zapytał i poczułam się najszczęśliwszą osobą na świecie.
- Wydaje mi się, że już nią byłam, tylko tak mniej oficjalnie. Oczywiście, że zostanę.
     Zatopiłam się w jego ustach, wplotłam dłonie w jego rozczochrane przez wiatr włosy. Czułam się wspaniale, bezpiecznie. Zawsze chciałam mieć takiego chłopaka: czułego, delikatnego, mądrego, troskliwego, no i wysokiego. Teraz go miałam i nie chciałam go stracić.
     - Mam dla ciebie prezent - wyjął z kieszeni kurtki małe pudełeczko. - Proszę.
- Dziękuję - dałam mu buziaka w policzek. - Też mam dla ciebie prezent, ale zostawiłam w domu. Będziesz musiał jeszcze raz wejść.
     Otworzyłam opakowanie i moim oczom ukazała się przepiękna, srebrna bransoletka, na której wyryte były nasze imiona i dzisiejsza data. To było takie słodkie.
     - Skąd wiedziałeś, że zgodzę się zostać twoją dziewczyną?
- Tak przeczuwałem - uśmiechnął się i tym razem to on pierwszy objął swoimi wargami moje.
- Jest śliczna - powiedziałam po chwili.
- Tylko masz ją nosić - cmoknął moje usta.
- Oczywiście.
     Wróciliśmy do domu, abym mogła dać Maćkowi prezent, jaki dla niego kupiłam. Po wejściu do domu przywitaliśmy się z mamą i od razu udaliśmy do mojego pokoju.
     - Proszę. I też masz nosić - wręczyłam chłopakowi prezent.
     Jego kąciki ust poszły znacznie do góry, gdy z ozdobnej torebeczki wyjął czarną czapkę.
     - Muszę zadbać o twoje zdrowie - oznajmiłam. - Jak będziesz chodził z uszami na wierzchu, to się do ciebie nie odezwę.
- Nie wytrzymasz - uśmiech nie schodził mu z twarzy.
     Gdy z torebki wyjął nasze wspólne zdjęcie oprawione w drewnianą ramkę chyba nie wytrzymał. Wstał i podniósł mnie tak, bym mogła opleść nogami jego pas. Podtrzymywał mnie za pośladki. Wpił się w moje usta, jakby był ich głodny. Na początku całował delikatnie, a potem bardzo namiętnie. To była cudowna chwila, niestety przerwała ją mama pukająca do drzwi. Szybko zeskoczyłam z siatkarza, a rodzicielka weszła do pokoju.
     - Przepraszam, że przeszkadzam, ale może jesteście głodni? - zapytała.
- Nie, nie jesteśmy - odpowiedziałam.
- W zasadzie to ja już miałem wychodzić... - oznajmił Maciek.
     Mama zamknęła za sobą drzwi. Muzaj zaczął się śmiać. Nie wiedziałam, o co mu chodzi.
     - Z czego się cieszysz?
- Jakbyś zobaczyła swoją minę, gdy twoja matka weszła do pokoju, to też byś się śmiała.
     Rzuciłam w jego stronę groźne spojrzenie i od razu się uciszył. Wziął torebkę z prezentem i zeszliśmy na dół. Ubrał się, a ja po raz kolejny dzisiaj zatopiłam się w jego ustach.
     - Od rodziców wracam jutro wieczorem, bo pojutrze mam trening. Zdzwonimy się jeszcze.
- Okej - wyszedł.

31 grudnia
     Byliśmy z Maćkiem zaproszeni na domówkę u Karola. Była to trochę zespołowa impreza, bo zaproszeni byli tylko zawodnicy Skry wraz z dziewczynami, bądź żonami.
     - Jak mam się ubrać? - zapytałam chłopaka.
- Ładnie - pocałował mnie.
- Czyli...
- Spódniczkę jakąś chyba, nie?
     Przed osiemnastą zapukaliśmy do drzwi Karola. Wpuścił nas, a w środku siedzieli już państwo Wlazły. O matko, zawsze chciałam pogadać z Mariuszem.
     - Dobry wieczór. Patrycja - podałam dłoń najpierw do żony siatkarza, a potem do niego. Oni także się przedstawili. - Zawsze chciałam państwa poznać...
- Mów nam po imieniu. Czujemy się tacy starzy - przerwał mi atakujący.
- Ale jesteście ode mnie prawie dwa razy starsi.
- Jesteś dziewczyną Maćka, a on jest moim kolegą z drużyny. Wszystko się wyjaśnia. I zostając przy nim, to dbaj o niego, bo dużo przeszedł. Choć pewnie ci o tym opowiadał...
- Ale o czym? - nie wiedziałam, o co chodzi. Paulina, bo tak miała na imię wybranka Mariusza, szturchnęła męża. Coś ukrywali.
- Sam musi ci o tym powiedzieć. Nie martw się, nie chce z tobą zerwać - w tej chwili podszedł do nas mój chłopak.
- O czym gadacie? - zapytał.
- A o czym mogę gadać z najlepszym atakującym na świecie? - cmoknęłam go w policzek. - Nadal nie wierzę, że z panem... to znaczy z tobą rozmawiam - zwróciłam się do Wlazłego.
- My jesteśmy normalnymi ludźmi - odpowiedział. - A ty jesteś dziewczyną Skrzata, to tak, jak na przykład kobieta Karola. Wszyscy ją znamy, traktujemy jak koleżankę. Przyzwyczaj się do tego.
- Niełatwo przyzwyczaić się do takiego towarzystwa...
- Widzę, że jesteś naszą wielką fanką. To zanim wszyscy przyjdą, możesz opowiedzieć, jak się poznaliście z naszym małym Maciusiem - spojrzał na Muzaja z tym swoim uśmiechem.
     Spełniłam prośbę Mariusza i zaczęłam opowiadać naszą wspólną historię, zanim przyszli wszyscy goście. Wlazły był pod lekkim wrażeniem i słuchał z dużą uwagą.
     Wszyscy się zjawili i zaczęła się impreza. Maciek porwał mnie do tańca i muszę stwierdzić, że nieźle mu to wychodziło, choć królem parkietu nie był. Udało mi się też zatańczyć ze wszystkimi Skrzatami, z czego byłam niezwykle zadowolona. Poznałam też bliżej dziewczyny siatkarzy, w szczególności Karola. Była bardzo miła i gdy z nią rozmawiałam, nie odczuwałam różnicy wieku, która między nami panowała. A gdy tańczyłam z Kłosem, ten w pewnej chwili szepnął mi do ucha: "Cały czas o tobie gada. Już czasami mam go dosyć." i się uśmiechnął. Szczerze mówiąc, ucieszyło mnie to. Gdy wybiła dwunasta, wszyscy złożyli sobie życzenia i siatkarze zaczęli całować swoje dziewczyny lub żony, przy czym my całowaliśmy się najdłużej. W pewnej chwili Mariusz krzyknął do nas:
     - Nie uduście się, zakochańce.
     Zarumieniłam się, jednak Maciek to zauważył i opatulił mnie swoimi ramionami, zakrywając twarz. Tak bardzo go kochałam... 
-----------------------------------------------------------------------------------
I jest kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Krytykę możecie pisać w komentarzach, bo po to one są. "Czytajcie, komentujcie, po prostu bądźcie..."
PS Wybiło 1000 wyświetleń, więc chciałam podziękować Wam za to, że tak często tu zaglądacie. Mam nadzieję, że zostaniecie z Pati, Maćkiem i innymi do końca. Dziękuję :*
Pozdrawiam :3