wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 13

     Bałam się. Nie chciałam. Ale musiałam. Nie mogłam opuszczać szkoły. Postanowiłam, że nie będę niszczyć sobie życia przez takiego gnoja, postaram się zapomnieć. Ale jak mam zapomnieć? Takich rzeczy się nie zapomina, można je jedynie lekko zamazać, odsunąć od codziennego życia, ale tak naprawdę zostaną one z tyłu głowy i będę nam towarzyszyć przez cały czas. Musiałam stawić czoła lękom, być twardą dziewczyną. Nie zapominałam o Pauli, której mogłam zaufać, ani o Maćku.
Przyjaciółka cały czas pewnie myślała, że naprawdę wczoraj źle się poczułam. Nie chciałam pisać jej tego na Facebooku.
     Opowiedziałam Pauli o wszystkim przed pierwszą lekcją. Obiecała, że nie spuści mnie z oka, będzie ze mną cały czas, nawet odprowadzi mnie do domu. Niestety dzień nie zapowiadał się najlepiej. Alan patrzył na mnie dziwnym wzrokiem, nie umiałam go odczytać. Po spojrzeniu na mnie gadał coś do swoich kumpli, a ci po chwili wybuchali śmiechem. Nie wiedziałam, o co chodzi, jednak nie interesowało mnie to, co o mnie mówi. On sam mnie już w ogóle nie obchodził. Postanowiłam to olać.
     Na jednej z przerw Paula chciała sobie kupić wodę. Chciałam z nią pójść, jednak od razu zaprzeczyła.
     - Obok sklepiku siedzi... Lepiej tu poczekaj, zaraz wrócę.
- Jejka, trzeba stawiać czoła problemom. Co mi może zrobić? Przecież tam stoi matematyczka - wskazałam głową nauczycielkę.
- No nie wiem, czy to dobry pomysł - zastanawiała się Paula, jednak ja już postanowiłam.
     Pociągnęłam ją delikatnie za rękę. Nie chciałam dać satysfakcji mojemu byłemu chłopakowi. Nie chciałam, by poczuł, że się go boję. Jeszcze półtora roku, skończy szkołę i zniknie na zawsze z mojego życia. Była jeszcze możliwość wyrzucenia jego osoby ze szkoły, z czego na pewno bym się ucieszyła.
     - Cześć, piękna - rzucił w moją stronę, gdy Paula kupowała napój.
     Zastanawiałam się, o co mu chodzi. Postanowiłam nie zwracać na niego uwagi, olać go, jakby nie istniał.
     - Jak się bawiłaś dzisiejszej nocy? Miło ci było z tym twoim siatkarzykiem? - rzucił do mnie z pogardliwym tonem.
- Lepiej niż z tobą - wypaliłam ze sztucznym uśmiechem. Konsekwencje? Wtedy o nich nie myślałam.
     Odeszłyśmy. Za plecami usłyszałam jeszcze głosy kumpli Alana w stylu: "Ale ci dowaliła" albo "Ale cię zjechała". Poza tym w szkole nie wydarzyło się nic szczególnego. Nie było wuefisty, więc kończyliśmy dwie godziny wcześniej. Postanowiłam pójść na trening Skry. Pewnie jeszcze go mieli, pomyślałam. Paula puściła mnie samą. Rozeszłyśmy się.
     Idąc na halę nie myślałam o niczym szczególnym. W mieście było praktycznie pusto, wszyscy w pracy lub w szkołach.
     Włożyłam ręce do kieszeni kurtki. Szłam szybkim krokiem, chciałam zdążyć na trening siatkarzy. Nagle usłyszałam za plecami: "Co tak pędzisz?". Nie zatrzymałam się, szłam dalej. Wiedziałam, do kogo należał głos. Starałam się przyspieszać, jednak nie potrafiłam iść szybciej. Podbiegł, stanął przede mną. Minęłam go, jakbym nikogo nie spotkała. Chciałam, żeby mnie zostawił, odszedł ode mnie. Sama siebie oszukiwałam. "On nigdy nie da ci spokoju" - chodziło po mojej głowie.
     - Do twojego domu chyba nie idzie się w tym kierunku. Zabłądziłaś? - jego głos sprawiał, że po moim ciele przechodziły dreszcze. Nie chciałam, by to zauważył.
- Odwal się - warknęłam.
- Co tak ostro? W stosunku do niego też jesteś taka oschła?
     Nie odpowiedziałam. Pragnęłam być już na hali, blisko Maćka. Zastanawiałam się, czego Alan ode mnie chciał. Na nic mądrego nie wpadłam.
     - Już wiem, gdzie idziesz - zobaczył halę "Energia".
- Czego chcesz? - zapytałam wprost.
- Uraziło mnie to, co powiedziałaś dzisiaj przy sklepiku. Nie uważasz, że to było niestosowne?
     Zaśmiałam się ironicznie. Niestosowne? To w takim razie jakie było jego zachowanie?
- Mówisz, że zachowałam się niestosownie, tak? Sądzę, że nie mamy o czym gadać.
- Oj mamy, mamy - zatrzymał mnie, chwycił mocno za ramiona.
- Odwal się, debilu! - krzyknęłam, próbowałam się uwolnić. Poprzestałam na próbach.
- Pożałujesz tego, jak się do mnie zwracasz.
- Nie moja wina, że twoi kumple się z ciebie śmieją - odparowałam.
- Co ty powiedziałaś, su*o? To ty puszczasz się na prawo i lewo, bawiąc się uczuciami facetów. Ze mną tak łatwo ci nie pójdzie. Rozumiesz? - odepchnął mnie do tyłu.
     Tego było już za wiele. Ruszyłam pędem w kierunku hali. Nie oglądałam się do tyłu, nie wiedziałam, czy on za mną jest. Maciek akurat wychodził z budynku wraz z Karolem i Andrzejem.
     - O, hej - był lekko zdziwiony na mój widok. - A ty nie w szkole?
     Nic nie mówiłam. Wtuliłam się w jego umięśnioną klatkę piersiową. Objął mnie swoimi ramionami, nie wiedząc o co chodzi. Dwaj środkowi przyglądali nam się z lekkim uśmiechem na twarzach. Po chwili przed halą pojawił się Alan.
     - No i wszystko jasne... - mruknął atakujący pod nosem. - Chłopaki, ten koleś jest niedorozwinięty troszeczkę. Jakby coś, to mi pomóżcie, tylko delikatnie.
- Oczywiście Maciusiu - odrzekł Karol.
- Młodszemu braciszkowi zawsze się pomaga w takich sytuacjach - powiedział Wrona.
     Przez cały ten czas byłam złączona z Muzajem w mocnym uścisku. Gdy przed nami stanął Alan, schowałam się za plecami Maćka.
     - Czego tu szukasz? - zaczął atakujący Skry.
- Już ci się szmata zwierzyła ze swoich problemów? Jak słodko...
     Szczerze mówiąc, nie bolało mnie to, jak na mnie mówił. Nie znałam jego zamiarów, nie wiedziałam, co ma w planach. Mimo wszystko nie chciałam, aby Maciek coś mu zrobił. Miałby jeszcze z tego powodu same problemy.
     - A co? Zazdrosny, że znalazła chłopaka, któremu może zaufać, a nie takiego gówniarza jak ty? Prawda boli, nie?
     Wyszłam zza pleców Maćka. Chciałam wygarnąć Alanowi, co o nim myślę. Nie bałam się, że mnie uderzy. Niczego się wtedy nie bałam.
     - Jesteś zwykłym gnojem! Myślisz, że wszystkie dziewczyny cię uwielbiają, kochają. Wolę spędzać czas z moimi rybkami niż z tobą. Nie dość, że są ładniejsze, to jeszcze mądrzejsze. Uważasz, że się ciebie boję? - nie czekałam na odpowiedź. - To źle uważasz. Nie mogę doczekać się chwili, gdy wywalą cię ze szkoły i odeślą do poprawczaka. To będzie najszczęśliwszy dzień w moim życiu.
     Odwróciłam się. Złapałam Maćka za rękę. Do Karola i Andrzeja kiwnęłam głową.
     - To gdzie idziemy? - uśmiechnęłam się do nich. Alan chyba jeszcze stał za nami. Zaczęliśmy od niego odchodzić.
- Hmm... - zastanawiał się Muzaj. - Może kino? Chłopaki, idziecie z nami?
- Chyba nie. Nie chcemy wam psuć popołudnia - uśmiechnęli się oboje. - My z Endrju spadamy do domu. Narka.
     Środkowi od nas odeszli. Alan chyba też już poszedł. Wybraliśmy się na komedię romantyczną. Po filmie Maciek odprowadził mnie do domu. Gadaliśmy trochę o zaistniałej sytuacji, ale Muzaj nie dopytywał się o szczegóły. Nalegał, abym zgłosiła to do dyrektora. Martwił się o mnie. Postanowiłam, że pójdę do nauczycieli, jeśli taka sytuacja zdarzy się jeszcze raz. Siatkarz zgodził się, ale niechętnie.
     Byliśmy już przed moim domem. Miałam się pożegnać i odejść, ale nie mogłam tak po prostu zostawić mojego kochanego bohatera. Zatopiłam się w jego ustach. Zamknęłam oczy. Myślałam tylko o Maćku. O jego delikatnych wargach obejmujących moje. O naszych językach, które toczyły ze sobą spokojną walkę...
----------------------------------------------------------------------------------------
Przedstawiam Wam kolejny rozdział, mam nadzieję, że się spodoba. Wyrażajcie opinie w komentarzach, to naprawdę motywuje :) "Czytajcie, komentujcie, po prostu bądźcie..." DZIĘKUJĘ DWÓM DZIEWCZYNOM, KTÓRE SKOMENTOWAŁY ROZDZIAŁ 11 ^^
PS Życzę Wam udanego Sylwestra i szczęśliwego, nowego roku :) Pozdrawiam :3

niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 12

     Niedługo czekałam na zakończenie treningu bełchatowian. Przeszłam przez barierkę i kierowałam się do Maćka. Nic nie mówiąc objęłam go najmocniej jak potrafiłam i ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej. On położył swoje dłonie na moich plecach. W jego uścisku czułam się bezpieczna. Ramiona siatkarza były silne, mocne. Nie zauważyłam, kiedy po policzku zaczęły spływać mi łzy, spadające na i tak już mokrą koszulkę atakującego. Maciek to poczuł, jednak o nic nie pytał. Pozwolił mi się wypłakać. Tego potrzebowałam. Wyrzucenia z siebie złych emocji dzięki kropelkom słonej cieczy. Na razie nie czułam się na siłach, aby opowiadać o tym wszystkim. Chciałam, żeby Muzaj po prostu przy mnie był, abym mogła się do niego przytulić, co zresztą zrobiłam już kilka minut temu.
     - Może dasz się chłopakowi chociaż ogarnąć, czy chcesz wąchać jego smród? - usłyszałam za sobą. Puściłam atakującego, by zobaczyć, kto nam przeszkadza. Przy wejściu na halę stał Kłos obejmujący swoją dziewczynę.
- Zapach mi nie przeszkadza, ale jak nalegasz... - uśmiechnęłam się do środkowego. Para wyszła z pomieszczenia, a my zaraz po nich.
- Daj mi chwilkę - po raz pierwszy Maciek pocałował mnie delikatnie w policzek. Zniknął za drzwiami szatni.
     Bałam się tego, że zakocham się w siatkarzu. Bałam się, że Muzaj mnie skrzywdzi. Alan też na początku wydawał się idealny. A teraz? Teraz nie chcę go znać. Wiedziałam, że nie należy oceniać po pozorach. Skrzywdził cię jeden chłopak? Inni faceci też na pewno tak postąpią. Nie mogłam tak myśleć. Ale było mi ciężko. Uważałam, że potrzebuję trochę czasu. Maciek też tak myślał. Nie naciskał na mnie, nie pytał o co chodzi. Czułam, że mnie rozumie, chce mi pomóc.
     Po kilku minutach Muzaj wyszedł z szatni. Ubrany był w dresy. Podszedł do mnie. Stałam przy ścianie. Prawą ręką oparł się lekko nad moją głową. Zawsze chciałam znaleźć się w takiej sytuacji. To wyglądało słodko i bardzo romantycznie. Oczywiście według mnie.
     - To gdzie chcemy iść? - zapytał, pokazując w uśmiechu swoje białe zęby.
- Sama nie wiem - tym razem nie odwzajemniłam uśmiechu, co moim zdaniem było oczywiste.
- Kiedyś słyszałem, że czekolada poprawia humor. Proponuję kawiarnię.
- A ty możesz? Nie masz jakieś diety, czy coś?
- Bez przesady. Kubek gorącej czekolady jeszcze nikomu nie zaszkodził.
- Co Maciuś, zapraszasz dziewczynę do kina?
     Po raz kolejny dzisiaj usłyszałam głos Kłosa. Nie irytowało mnie to, wręcz przeciwnie. Wyglądało to tak, jakby Muzaj był jego młodszym bratem. Ale w końcu oni byli jak rodzina. Nie miałam się co dziwić.
     - Lepiej ty swoją zaproś, bo ostatnimi czasy ją troszeczkę zaniedbujesz - Maciek posłał w stronę środkowego łobuzerski uśmieszek, na co ten odpowiedział kiwnięciem głowy i odszedł ze swoją dziewczyną, Olą. - To co, idziemy? - zwrócił się do mnie.
- A nie chcesz odnieść torby do domu?
- Twoje słowo jest dla mnie rozkazem, ślicznotko - cmoknął mnie w policzek, ja odlepiłam się od ściany i objął mnie ramieniem.
     W drodze do domu Maciek nie zapytał o Alana. Mówił tylko, że gdy będę chciała pogadać, to zawsze służy pomocą. Ceniłam w nim to. Nie był nachalny, wścibski. Zapewne wiedział, że nie miałam humoru do żartów. Mówił o treningu. Ja go słuchałam, jednak w ogóle się nie odzywałam. Siatkarz odłożył torbę do mieszkania i ruszyliśmy w kierunku kawiarenki. Atmosfera była nadal dość napięta. Byliśmy jakieś pięćdziesiąt metrów od budynku, gdy zauważyłam w oddali Alana. Jeszcze tego brakowało. Złapałam Maćka za rozpiętą kurtkę i zaczęłam biec, ciągnąc go. Nie wiedział, o co chodzi. I dobrze. Po kilku sekundach weszliśmy do kawiarni. Podeszła do nas kelnerka z kartą menu. Zdjęliśmy kurtki, a ja dodatkowo szalik i czapkę. Tak jak ustaliliśmy, zamówiliśmy dwie gorące czekolady w kubkach. Cały czas myślałam o tym, aby Alan nas wtedy nie widział.
     - Co się stało, że zaczęłaś biec? - zauważył moje zmieszanie.
- Wiesz, kogo zobaczyłam? - odczekałam chwilę, aż kiwnął głową. - No właśnie.
- Widział nas?
- Mam nadzieję, że nie.
- Jak go spotkamy, to mu wygarniemy. Razem. I się odwali.
- Nie do końca. Zapomniałeś, że chodzę z nim do szkoły?
- Jak mu powiesz, że nie chcesz go znać, to cię zostawi w spokoju.
     Poczułam, że w tym momencie przyszedł czas na to, by opowiedzieć Maćkowi o tym, co wydarzyło się w szkole. Było to dla mnie trudne, jednak chciałam to z siebie wydusić.
     Opisując całą sytuację, po policzkach powoli zaczęły spływać mi łzy. Nie kontrolowałam tego. Siedzieliśmy na kanapie, dzięki czemu siatkarz mógł mnie do siebie przytulić. Nie zwracałam uwagi na ludzi obserwujących nasze osoby. Nie obchodziło mnie to. Maciek pocałował mnie w czoło i jeszcze mocniej przyciągnął do siebie. Mogłabym tak trwać w nieskończoność, jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy. Urwałam się z lekcji, więc musiałam, a raczej chciałam wrócić do domu normalnie, żeby rodzice niczego nie podejrzewali. Z mamą kontakt mi się trochę urwał i nasze relacje pogorszyły się. Poprosiłam Muzaja, by odprowadził mnie do domu, na co przytaknął głową.
     - Możesz to zgłosić na policję. Przecież to jest karalne, przynajmniej mi się tak wydaje - zaproponował w drodze powrotnej.
- I co to da? Alan będzie jeszcze bardziej wściekły. Zostawię go po prostu, nie będę się do niego odzywać, patrzeć na niego. Kiedyś mu przejdzie... - czy wierzyłam w to, co mówiłam? Nie, ale miałam nadzieję, że Maciek nie dostrzegnie mojego zmieszania. - Znowu nie miałam okazji cię poznać - świadomie zmieniłam temat.
- Miałaś i ją wykorzystałaś. Poznawanie nie polega tylko na opowiadaniu o rodzinie, przeżyciach, opisywaniu się. Miałaś okazję dostrzec, jaki jestem, jak się zachowuję. Co z tego, jakbym powiedział ci, że jestem na przykład zabawny, skoro nie miałabyś okazji tego doświadczyć?
     Ale on był mądry i inteligentny. Wyszłam na kompletną idiotkę. Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. Spuściłam głowę na dół, patrzyłam pod nogi. Zauważył to. Zresztą on wszystko zauważał.
     - Nie musisz odpowiadać. Wystarczy mi, że mogę na ciebie patrzeć - jego kąciki ust poszły znacznie do góry.
     Odwzajemniłam gest. Miło było usłyszeć takie słowa od takiej osoby. Podczas reszty drogi prawie w ogóle nie gadaliśmy. Odpowiadało mi to. Pod domem dałam Maćkowi na pożegnanie buziaka w policzek i weszłam do środka.
     Taty jak zwykle nie było. Mama krzątała się po kuchni. Nałożyłam sobie obiad i poszłam z nim do swojego pokoju. Jadłam, przeglądając Facebooka. Poprosiłam Paulę, aby napisała mi, co było zadane. Nie musiałam długo czekać na spis zadań, które miałam do zrobienia. Uwinęłam się z nimi do dziewiętnastej. Nie miałam nic ciekawego do roboty, więc wzięłam do ręki książkę i położyłam się na łóżku. Zaczęłam czytać i nim się zorientowałam, była dziesiąta. Zniknęłam za drzwiami łazienki. Po dwudziestu minutach starałam się zasnąć, co po raz kolejny przyszło mi z trudem....
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Ten rozdział jest troszeczkę krótki, gdyż jakoś nie mam weny, a chciałam coś dodać po tygodniu nieobecności... Mam nadzieję, że nie będziecie na mnie źli z tego powodu i że Wam się spodoba. Proszę o Wasze opinie w komentarzach. "Czytajcie, komentujcie, po prostu bądźcie..." Pozdrawiam :3
    

niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 11

"Miłość cierpliwa jest,
  łaskawa jest.
  Miłość nie zazdrości,
  nie szuka poklasku,
  nie unosi się pychą;
  nie dopuszcza się bezwstydu,
  nie szuka swego,
  nie unosi się gniewem,
  nie pamięta złego;
  nie cieszy się z niesprawiedliwości,
  lecz współweseli się z prawdą.
  Wszystko znosi,
  wszystkiemu wierzy,
  we wszystkim pokłada nadzieję,
  WSZYSTKO PRZETRZYMA."
 - Paweł z Tarsu "Hymn o miłości" 
 
 
     Obudziłam się koło siódmej rano. Nie mogłam spać, pomimo mojego zmęczenia. Udałam się do łazienki. Twarz polałam chłodną wodą i wytarłam w biały ręcznik. Na włosach zrobiłam niedbałego koka. Zeszłam cichutko na dół, aby nie obudzić rodziców. Przygotowałam sobie pyszne kakao w kubku ze zdjęciem Mikusia, który dostałam od kolegi na urodziny. Wróciłam do pokoju. Wzięłam do ręki telefon, odblokowałam go i weszłam na Facebooka. Zaczęłam przewijać na dół, oglądając różne zdjęcia wstawione wczoraj. W pewnej chwili usłyszałam dźwięk świadczący o nowej wiadomości. Nie chciało mi się wtedy pisać, ale byłam ciekawa, kto i co ode mnie chce. Byłam zdziwiona, gdy zauważyłam, że tekst jest od Alana.
ALAN: Śpisz?
     A co go to interesowało? Postanowiłam nie odpisywać, jednak po pewnej chwili uświadomiłam sobie, że wyświetli się napis: "Przeczytano". Nie miałam innego wyjścia.
PATRYCJA: Zależy, czego ode mnie chcesz?
     Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
ALAN: Pogadać.
PATRYCJA: Przez Facebooka? To jest takie życiowe... -.-
ALAN: Nie przez Facebooka. Wystarczy, że otworzysz drzwi :)
PATRYCJA: Co?! Jakie drzwi?! O czym ty do mnie mówisz?
ALAN: Tak się składa, że jestem pod twoim domem :)
     Co on do cholery wyprawiał? Nie mógł poczekać do jutra? Kto by pomyślał, żeby przychodzić do kogoś bez zapowiedzi lekko po siódmej? Dopiero gdy byłam pod drzwiami zorientowałam się, że jestem w samej bokserce i krótkich spodenkach. Dziwnie się czułam, ale Alan zobaczył już mnie przez okno i głupio było biec do góry po jakieś ciuchy.
     - Co ty do cholery wyprawiasz? Jest dziesięć po siódmej! Czego chcesz? - starałam się mówić szeptem.
- Chcę pogadać. Nie mogłem dłużej czekać - odpowiedział, a ja poczułam jego wzrok przemierzający po moim ciele.
- Dobra, wchodź. Tylko cicho, bo nie wszyscy wstają w wolny dzień o siódmej.
     Zdjął buty, kurtkę i poszliśmy do mojego pokoju. Owinęłam się kocem. Przez chwilę w pomieszczeniu panowała zupełna cisza. Usiadłam po turecku na łóżku, a Alan naprzeciwko mnie. Długo patrzyliśmy sobie w oczy, zanim padło jakiekolwiek słowo.
     - Przepraszam - zaczął.
- Za co mnie przepraszasz?
     To było miłe z jego strony. Pofatygował się tutaj, aby mnie przeprosić. Jednak wolałabym, aby nie musiał mnie za nic przepraszać. Aby przychodził do mnie codziennie rano i życzył po prostu miłego dnia. A może pragnęłam tego ze strony Maćka? Byłam strasznie pogubiona...
     - Za to, że byłem dla ciebie niemiły. Po prostu zobaczyłem, jak z nim gadasz, i zrobiłem się strasznie zazdrosny.
- Nawet nie zapytałeś, o czym gadaliśmy i wyciągnąłeś pochopne wnioski. Wiesz jak ja się czułam? Jakbym cię regularnie zdradzała, puszczała się na prawo i lewo, nie wiadomo z kim. Oskarżyłeś mnie o to, że zakochałam się w Kubie, gdy ja po prostu chciałam dobrze. Pokazałeś jak bardzo mi nie ufasz. Pokazałeś, że nasz związek nie ma sensu. Potem ta akacja w parku. Wyglądałeś, jakbyś coś brał. Byłeś taki agresywny, bałam się ciebie. A raczej nie powinno ta być.
- Okej, zgadzam się, poniosły mnie trochę emocje, ale ja cię kocham i boli mnie to, jak spotykasz się z innymi chłopakami. W dodatku on obejmował się ramieniem. Wyglądaliście, jakbyście byli zakochaną parą. A przecież to ja jestem twoim chłopakiem, a nie on.
- Wiesz co? Nie wiem, czy chcę jeszcze z tobą być. Może za szybko zaczęliśmy ze sobą chodzić?
- Ale ja cię kocham - ujął rękoma moją twarz
     W tej chwili zapomniałam o tym, co mi zrobił. Miał taki urok, z którym nie umiałam walczyć. Powoli zaczął zbliżać swoje wargi do moich. W ostatniej chwili odchyliłam głowę w bok. Nigdy tego nie robiłam. Nie wiedziałam jak, bałam się.
     - Pati... Co się stało? Przecież widziałem, że tego pragniesz. Spraw, bym stał się najszczęśliwszym chłopakiem na świecie.
- Ale ja nigdy...
- Pozwól, że cię nauczę... - objął moje usta swoimi wargami.
     Wplotłam dłonie w jego czuprynę. Jego włosy były delikatne i miękkie. Zamknęłam oczy. Zapomniałam o świecie. Zapomniałam o Maćku. Z tego transu wyrwały mnie dreszcze przechodzące po całym ciele. Alan zaczął wkładać ręce pod moją bokserkę. Szybko wstałam z łóżka, jakbym się poparzyła.
     - Co ty ku*wa wyprawiasz? Wynoś się! - krzyknęłam, ale troszeczkę ściszonym głosem.
- Ale...
     Nie dałam mu dokończyć. Wypchnęłam go za drzwi, które potem szczelnie zamknęłam. Wróciłam do pokoju, owinęłam się kocem, położyłam na łóżku. Co ja najlepszego zrobiłam? Raz go nienawidziłam, a w innej chwili chciałam z nim być, chciałam, żeby mnie kochał. Czułam rozczarowanie swoim zachowaniem, ale także jego. Może za ostro go potraktowałam, ale dlaczego włożył rękę pod moją koszulkę? Czy on chciał czegoś więcej? Dlaczego się mu oddałam, dlaczego pozwoliłam, aby mnie pocałował i dlaczego odwzajemniłam ten gest? Nie umiałam odpowiedzieć sobie na te pytania. Byłam zagubiona i nikt nie mógł mi pomóc. Nikt przecież nie wiedział, czy go kocham, czy nie. Musiałam sama podjąć decyzję, bo to moje życie.
     Całą niedzielę przesiedziałam w domu, opatulona w gruby sweter, skarpetki i siwe dresy. Obejrzałam "Drużynę", poczytałam, pouczyłam się troszeczkę z biologii. Starałam się odbiegać myślami od Alana, nie zawracać sobie nim głowy.
     Nazajutrz wstałam tuż przed siódmą. Uszykowałam się do szkoły. W drodze do niej myślałam, jak będzie wyglądało spotkanie z Alanem. Przeprosi mnie, czy przejdzie obojętnie? Rozmyślałam też trochę o Maćku. Dlaczego pytał się, kim dla mnie jest? Wydawało mi się, że pragnął, abym powiedziała, że jest bardzo bliską mi osobą. Nie mogłam tego zrobić. Nie mogłam mówić mu rzeczy, które były kłamstwem. Muzaj miał w sobie coś takiego, co mnie do niego przyciągało. Patrząc na niego, czułam leciutkie dreszcze. Ludzie powiedzieliby pewnie, że jest dla mnie za stary. Ale on był tylko cztery lata starszy. Tylko.... A może aż? Był już dorosły, mieszkał sam, musiał pracować, żeby za coś żyć. A ja byłam gówniarą żyjącą za kasę rodziców, chodzącą dopiero do pierwszej klasy liceum. Tak naprawdę była między nami przepaść pomimo tylko czterech lat. Może uważał mnie za osobę bardzo dojrzałą? Jeszcze miesiąc temu nie sądziłam, że teraz będę miała takie problemy. A co z Alanem? Zanim go poznałam, uważałam, że jest ideałem. Teraz już nie. Stracił w moich oczach. Wcześniej nie dostrzegałam jego negatywnych cech, myślałam, że ich nie. A teraz je zauważyłam i nie jestem z tego powodu zadowolona.
     Z tych trudnych rozmyślań wyrwał mnie czyiś głos, wołający moje imię. Odwróciłam się do tyłu. Muzaj, ale co on tu robił?
     - Krzyczę już dobre dwie minuty. Co z tobą? - zaczyna rozmowę, dotrzymując mi kroku.
- Serio? Zamyśliłam się troszeczkę. Mam dzisiaj ważny sprawdzian z biologii. Rozumiesz chyba?
- Taaa... Biologia. Najgorszy przedmiot w szkole. Mogę cię odprowadzić? - byliśmy już niedaleko.
- Oczywiście, a ty gdzie byłeś?
- Wybrałem się na poranne zakupy. O dziesiątej mam trening. Boisz się?
- Sprawdzianu? Tak.
- Nie chodzi mi o sprawdzian - zatrzymał mnie i spojrzał mi głęboko w oczy. Nie wiedziałam, co zrobić.
- A o co? Chodźmy, bo się spóźnię - po chwili ruszyliśmy.
- Wiesz o co, a raczej o kogo - był całkowicie poważny. Wiedziałam już, o kim mówi.
- Trochę się boję, ale trzeba pokonywać swoje lęki. Nie wiem, jak się zachowam, co mu powiem, a co on mi. Mam nadzieję, że jakoś to przeżyję.
     Nie chciałam mówić Maćkowi o wczorajszej, porannej wizycie Alana w moim domu. Bałam się jego reakcji. Ale dlaczego Muzaj wypytywał o mojego chłopaka? Chociaż w sumie to nie wiedziałam, czy atakujący szkolnego klubu był jeszcze moim chłopakiem. Jeśli zadawał pytania dotyczące Alana to znaczyło, że się o mnie martwi, interesuje moim życiem lub po prostu jest ciekawy.
     - W sobotę zadałeś mi takie pytanie pod moim domem. Pamiętasz je?
- No jasne, a co?
- Chcę ci zadać podobne. Jako kogo mnie traktujesz? - chwilę się zastanawiał.
- Różnisz się od innych dziewczyn w twoim wieku. Jesteś dojrzała emocjonalnie, rozmawiając z tobą czuję się, jakbym rozmawiał z dorosłą kobietą, która ma tyle samo lat, co ja. Chciałbym być twoim przyjacielem, wspierać cię, towarzyszyć w trudnych chwilach, pocieszać.
- A myślałeś... - nie dał mi dokończyć.
- O czymś więcej? - skąd on wiedział, o co chciałam się zapytać. - Może kiedyś. Nie chcę na ciebie naciskać. Musisz poukładać sobie sprawy z Alanem. Chciałbym ci jakoś pomóc, ale nie wiem jak. Pragnę się z tobą spotykać codziennie, lecz nie mam pojęcia, czy ty też chcesz widzieć moją brzydką mordę, a w dodatku dochodzi jeszcze sprawa czasu. Ale jeśli się czegoś naprawdę pragnie, to jest to możliwe do wykonania - zza rogu wyłoniła się szkoła. Nie chciałam się z nim rozstawać, lecz musiałam.
- Ja też chcę się z tobą codziennie spotykać, gadać, opowiadać o życiu. Ale nie wiem, jak ułoży się sprawa z Alanem. Jeśli do siebie wrócimy, to nie będę miała dla ciebie dużo czasu. Tak naprawdę ja cię prawie nie znam, nie wiem do końca, jaki jesteś.
- O której kończysz?.
     Doszliśmy już pod bramę szkoły. Kątem oka zauważyłam Paulę stojącą pod drzwiami budynku. Zapewne czekała na moją osobę, ale ja musiałam dokończyć rozmowę z tak ważnym dla mnie człowiekiem, jakim był Muzaj.
     - Wpół do trzeciej, a co?
- Zapraszam cię na obiad po szkole. Co ty na to? Będziesz miała okazję mnie poznać i przekonać się do mojej osoby - uśmiechnął się.
- Jak najbardziej jestem za, a gdzie się spotkamy?
- Będę tu czekał.
- Spoko to do zobaczenia i życzę miłego treningu - uśmiechnęłam się i obdarowałam jego policzek delikatnym całusem, na co jego kąciki ust także poszły wysoko do góry.
- Dzięki i powodzenia na sprawdzianie z biologii. Będę trzymał kciuki.
- Ty lepiej pomyśl o treningu, a nie trzymaniu kciuków, bo pięściami nie będziesz chyba atakował.
     Rozeszliśmy się. Ja w stronę Pauli, która już uśmiechała się do mnie szeroko, a Maciek w drogę powrotną. Nie mogłam doczekać się popołudniowego spotkania z nim.
     - Co to był za facet? - zapytała, gdy byłam jeszcze około pięć metrów od niej. Na całe szczęście go nie rozpoznała. Chyba była zbyt daleko.
- Znajomy. Idziemy? - chciałam ominąć ten temat.
- Idziemy, idziemy. Zastanowiłaś się już, co z Alanem?
- Mam zupełną pustkę w głowie, jestem strasznie pogubiona. Czuję się, jakbym była w labiryncie, z którego nie ma wyjścia.
- Ty i te twoje porównania - westchnęła. - Pisałaś z nim? Przeprosił cię?
     Opowiedziałam przyjaciółce zdarzenie z wczoraj. Tym razem nie pominęłam żadnego szczegółu. Nawet tego, że go wręcz wypchnęłam z domu. Myślała nad tym, jak mi pomóc, lecz na nic nie wpadła. Prawda była taka, że nikt nie mógł mi pomóc, sama musiałam podjąć decyzję. Wybawił mnie dzwonek na lekcję.
     Na dwudziestominutowej przerwie Alan poprosił mnie o rozmowę. Udaliśmy się do szatni. Tam nikogo nie było, mogliśmy w spokoju porozmawiać. Na początku trwała między nami zupełna cisza. Wyczułam lekkie napięcie. Postanowiłam jako pierwsza to przerwać.
     - Odwaliło ci?
- Dobra, może i nie powinienem przychodzić do ciebie o siódmej, ale ja po prostu musiałem z tobą pogadać.
- Dobrze wiesz, że nie chodzi mi o to, kiedy przyszedłeś i czy w ogóle przyszedłeś, ale o to, jak się zachowałeś. Jesteś zwykłym dupkiem, któremu zależy tylko na jednym. Niestety nie spełnię twoich marzeń erotycznych. Bardzo mi przykro z tego powodu - oznajmiłam z lekką ironią, żeby zrobić mu trochę na złość.
- Wiesz co? Doszedłem do wniosku, że to ty powinnaś mnie przepraszać, a nie ja ciebie. To ty spotykałaś się z innymi kolesiami za moimi plecami, a nie ja! Wygarnąłem ci prawdę, a ty się jej boisz lub wstydzisz, i zwalasz całą winę rozpadu naszego związku na mnie. Jesteś zwykłą szmatą - wykrzyknął na jednym tchu.
     Po raz kolejny zaczęłam się go troszeczkę bać. Zrobił się taki agresywny, jak w parku, gdy natknęliśmy się na niego z Maćkiem. Teraz go nie było, nie miał mnie kto obronić. Ale byłam w szkole, wydawało mi się, że nic mi tu nie grozi.
     Brzydziłam się pocałunku z nim. Jak mogłam dotknąć ustami takiego gnoja. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. Nie myślałam już o nim jak o świetnym chłopaku, tylko jak o najgorszym facecie na świecie. Postanowiłam odejść, nie patrzeć na osobę, która mówi do mnie i na mnie w taki sposób. Wstałam z ławki, lecz nie zrobiłam nawet jednego kroku. Alan chwycił mnie za nadgarstki tak mocno, że myślałam, iż zgniecie mi kości.
     - Nie będziesz spotykała się z innymi kolesiami. Jesteś moja, rozumiesz? - krzyknął mi prosto w twarz.
- Będę się spotykała z kim zapragnę. A teraz mnie puść! - zaczęłam się wyrywać.
- Co ty powiedziałaś, su*o?
     Puścił mój prawy nadgarstek i walnął z całej siły w policzek. Nikt wcześniej mnie nie uderzył. Byłam zaskoczona jego zachowaniem. Nie chodziło o ból fizyczny, lecz psychiczny. Teraz już wiedziałam, że nie chcę go znać. Nie kochałam go już, bo jak można kochać chłopaka, który mówi na ciebie: "su*a", "szmata", a w dodatku cię bije. Udało mi się wyrwać z jego uścisku. Akurat zadzwonił dzwonek. Wzięłam torbę, pobiegłam do szatni naszej klasy, wzięłam kurtkę i biegiem opuściłam budynek, po drodze ubierając się. Na szczęście nikt mnie nie zauważył. Gdy byłam już za bramą, napisałam Pauli, że źle się poczułam i idę do domu.
     Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Postanowiłam pójść na halę "Energia", gdzie trenowały Skrzaty. Po drodze spojrzałam na moje nadgarstki. Były czerwone i lekko sine. Przed wejściem na obiekt sportowy natknęłam się na ochroniarza. Zapytał, do kogo się wybieram. Odpowiedziałam, że do Maćka Muzaja i przedstawiłam się. Ochroniarz odszedł i wrócił po kilku minutach. Pewnie poszedł zapytać się siatkarza, czy mnie zna. Po krótkim czasie wrócił i pozwolił wejść. Udałam się w stronę hali i usiadłam na trybunach. Maciek mnie zauważył, ale dałam mu znak, żeby nie przerywał treningu. Nie chciałam, aby zawalał swoje życie przez moje problemy. Jego koledzy z drużyny czasami na mnie zerkali, szczególnie Kłosik i Wronka, których już udało mi się poznać. Zapewne zastanawiali się, co ja tu robię. W pewnym momencie dostrzegłam na trybunach siedzącą dziewczynę. Gdy bliżej się jej przyjrzałam, rozpoznałam w jej osobie partnerkę Karola. Ta to miała szczęście...
---------------------------------------------------------------------------
Przedstawiam Wam kolejny rozdział. Jestem z niego nawet zadowolona :) Jak zwykle proszę Was o komentarze, których praktycznie nie ma. Pojawiły się zaledwie trzy... Nie wiem, czy ktoś to czyta, czy Wam się to podoba... "Czytajcie, komentujcie, po prostu bądźcie...-"
PS Składam już Wam najserdeczniejsze życzenia, gdyż kolejny rozdział pojawi się zapewne za tydzień w weekend, tj. 27-28.12.2014r. A więc życzę Wam zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń i wszystkiego, co sobie zapragniecie ^^
PS Wybiło już 500 wyświetleń, za co bardzo dziękuję :)
Pozdrawiam :3